Gdy Miley Cyrus urodziła się w listopadzie 1992 roku, ojciec, muzyk country Billy Ray Cyrus, opromieniony świeżą sławą za sprawą debiutanckiego singla „Achy Breaky Heart” (jednej z najgorszych popularnych piosenek lat 90.), wybrał dla niej imiona Destiny Hope. Uważał, że przeznaczeniem jego córki będzie przyniesienie nadziei światu.

Chyba jednak nie taką nadzieję miał na myśli, jaką Miley Cyrus niesie dziś. Nadzieję, że młode dziewczyny, młode kobiety, młode osoby będą mogły żyć tak, jak chcą, nosić to, co chcą, i kochać tego, kogo chcą.

Brzmi zbyt poważnie jak na 26-letnią gwiazdę muzyki pop? – Jeśli myślicie, że jestem buntowniczką bez powodu, to nie słuchaliście wystarczająco uważnie – mówi Miley.

Dorastała z braćmi i siostrami w samym sercu konserwatywnego rolniczego amerykańskiego „pasa biblijnego”, na 200-hektarowej farmie na południe od Nashville. W miasteczku Thompson’s Station nie było ulicznego oświetlenia ani nawet znaków „stop” na skrzyżowaniach, dopóki jej ojciec nie zdecydował się ich zasponsorować. Mała Miley – imię, które formalnie zmieniła w 2008 roku, wyewoluowało z przezwiska Smiley – większość czasu spędzała na dworze, bawiąc się na golasa, jeżdżąc konno od drugiego roku życia, a na rowerze crossowym i terenowymi samochodami, gdy tylko nogi dorosły jej do pedałów.

Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej