O artystce opowiadają Aleksander Filipowicz - syn Marii Jaremy i Kornela Filipowicza zwany w rodzinie Alem, Maria Filipowicz - jego żona Aleksandra zwana Myszą, Maria Filipowicz-Rudek - ich córka zwana Kaśką

Violetta Szostak: Kto jest na tym zdjęciu?

AL: To ja z mamą. Chyba z mamą... A może to jest Nuna?

Były aż tak podobne?

MYSZA: Mylono je. Kłaniano się Nunie, sądząc, że to Maria.

KAŚKA: Nuna żyła zawsze w cieniu Jaremianki.

AL: Marysia Mama poszła na Akademię Sztuk Pięknych, a Nuna była inżynierem, zajmowała się chłodnictwem.

Marysia Mama?

AL: U nas w rodzinie mówiło się do wszystkich po imieniu, więc ja mówiłem Marysia Mama. Matkę wielbiłem, a Nuny nie lubiłem, bo ciągle czegoś ode mnie chciała. A ja byłem przecież święta krowa – wszyscy kochali Jaremiankę, a ja byłem jej synem.

MYSZA: Opowiadałeś, że Nuna kupowała dla ciebie smakołyki. To Nuna Alka właściwie wychowywała. I babcia.
Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej