Podobno portale społecznościowe to mordercy karier.

– Ale mogą też budować naszą przewagę przy rekrutacji do pracy.

Zacznijmy od zabijania (śmiech).

– Pamięta pani historię Justine Sacco? Była dyrektorką komunikacji i PR koncernu InterActiveCorp. Wyjeżdżała w podróż służbową do RPA. I napisała na Twitterze: „Jadę do Afryki. Mam nadzieję, że nie złapię AIDS. Och, żartowałam. Jestem biała!”. Gdy po kilkunastu godzinach lotu wysiadła z samolotu, nie miała już pracy. Mamy też jednak mnóstwo przykładów z rodzimego podwórka. Niewielka knajpa z Siemianowic – Futer, co po śląsku oznacza jedzenie. Klient wystawił jedną gwiazdkę, napisał coś o kucharzu, który grzebał w śmietniku, a potem obracał burgery. Nieprzyjemne, ale to nie jest coś, co powinno zniszczyć firmę. Ale że właściciel był krewki, odpisał.

Pewnie niecenzuralnie.

– W co najmniej niegrzecznej manierze. Rozpoczęła się pyskówka, rozlała się w internecie, w końcu zajął się sprawą sanepid. Problem wizerunkowy knajpa rozwiązała tak, że zawiesiła czasowo fanpage. A ostatecznie właściciele zamknęli lokal.

Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej