Rozmowa z włoską reżyserką filmu "Normalny(-a)" Adele Tulli

Normalny, normalna, czyli kto?

– No właśnie, kto? Chciałam, żeby widzowie po obejrzeniu filmu sami spróbowali sobie odpowiedzieć na to pytanie. A także na wiele innych: jakie normy przypisane płciom obowiązują w mojej kulturze? Czy je w ogóle zauważam, czy też traktuję je jako coś oczywistego? Jak wpłynęły na to, kim jestem, jak się zachowuję, czego pragnę? Czyje te pragnienia tak naprawdę są? Czy da się w ogóle te normy zakwestionować?

Często nie zdajemy sobie z nich sprawy, tak mamy je silnie uwewnętrznione.

– I o tym też jest ten film. O tym, że często wyobrażenie na temat tego, jaka ma być kobieta, co jej wolno, czego nie, jaki ma być mężczyzna, co mu wolno, czego nie, wydaje się nam czymś naturalnym, chociaż wcale tak nie jest.

Normy wpajane są nam w procesie socjalizacji – najpierw przez rodziców, potem środowisko, media, ale też różnego rodzaju nauczycieli, instruktorów czy tak zwane autorytety.
Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej