Do tej pory omijałam to miasto. Znajomi, którzy odwiedzali Wiedeń, często mówili o nim: „majestatyczny” i „monumentalny” albo: „łączący tradycję z nowoczesnością”. I rzeczywiście, kiedy stoję w samym centrum, tuż obok ciemnych murów katedry św. Szczepana, czuję się nieco przytłoczona. To jedna z najstarszych gotyckich świątyń Austrii, liczy sobie ponad 700 lat, w jej wieżach kryją się aż dwadzieścia dwa dzwony, a w samej głównej części aż osiemnaście ołtarzy. To tutaj odbył się ślub i pogrzeb Mozarta.

Typowy szlak turystyczny każe mi ruszyć dalej, ku najbardziej znanym zabytkom, takim jak Belweder, w którym mieści się słynny obraz „Pocałunek” Gustava Klimta czy Dom Mozarta przy Domgasse 5 (tak naprawdę to jedno z dwunastu mieszkań, w których kompozytor mieszkał). W międzyczasie powinnam koniecznie zrobić sobie przerwę na słynny wiedeński sznycel z cytryną albo kawę melange i czekoladowy tort Sachera.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej