Boi się pan jeszcze czasem?

- Że mój syn może znów zacząć ćpać?

Tak.

- Nic właśnie obchodził dziewiątą rocznicę trzeźwości. Przez wiele lat lęk o to, że ten koszmar może się zacząć od nowa, był we mnie rzeczywiście bardzo żywy, ale to się zmienia.

Nie jestem na tyle naiwny, żeby myśleć, że już nigdy nie wróci do nałogu, spotkałem ludzi, którzy po dwudziestu latach mieli nawrót, ale im dłużej jest trzeźwy, tym jestem spokojniejszy.

Uspokaja mnie, że nie tylko zachowuje abstynencję, ale też cały czas pracuje nad sobą. Dba o siebie zgodnie z zaleceniami lekarzy, jest pod stałą opieką psychiatry, ożenił się, ma pracę, którą kocha - jest scenarzystą filmowym. Biorąc pod uwagę, przez co przeszedł, to naprawdę cud, że dożył 36 lat.

Dziesięć lat temu zdiagnozowano u niego chorobę afektywną dwubiegunową. Ta diagnoza miała znaczenie?

- Była przełomowa! Wreszcie zrozumieliśmy mechanizm jego uzależnienia. Choroba psychiczna, na którą prawdopodobnie cierpiał od bardzo dawna, jest z nim powiązana. Nic wahania nastrojów, których nie rozumiał, regulował narkotykami. Dzisiaj dostaje leki, które go stabilizują, a tym samym ułatwiają utrzymanie abstynencji. Stał się inną osobą.

Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej