Jako nastolatka zawsze miałam włączone MTV, dopóki rodzice nie wrócili do domu. Czekałam na kolejne koncerty z cyklu MTV Unplugged, nagrywałam je na kasety wideo i odtwarzałam potem bez końca ulubione zespoły i ulubione piosenki w zupełnie nowych, często zaskakujących aranżacjach, ostre gitary zmienione na akustyczne. To było prawdziwe przeżycie. Dla ciebie też? Jaki był twój pierwszy koncert MTV Unplugged?

- Nirvana. Tak odkryłam ten zespół, długo nie miałam pojęcia, że grają cokolwiek poza akustycznym rockiem. Potem się okazało, że ich dorobek jest o wiele ostrzejszy (śmiech).

Byłaś grunge’ówą?

- Oczywiście, miałam taki zrobiony na drutach rozciągnięty sweter, który był kopią swetra mojej kuzynki. Poprosiłam mamę, żeby zrobiła mi taki sam, ale nie był taki sam… nie był aż tak rozciągnięty. W okolicy 11.-13. roku życia przeszłam przez rozmaite style muzyczne i odzieżowe. Najpierw był grunge, potem zostałam metalówą i nosiłam się na czarno, w skórzanym płaszczu, miałam przyjaciół starszych od siebie, którzy zapoznawali mnie z różnymi rodzajami muzyki. A wcześniej były boys- i girlsbandy - Take That, Spice Girls, Backstreet Boys...

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej