Pretekstem do rozmowy z Arkadiuszem Jakubikiem jest piosenka "Młodzi" zespołu Dr Miso. Tekst poniżej

Czy jesteś stary?

- Skąd ci to przyszło do głowy?

Skończyłeś właśnie 50 lat.

- To nic nie znaczy. Wciąż pielęgnuję w sobie tamtego chłopca w krótkich spodenkach. Jestem w świetnej formie, ostatnio wygrałem z 19-letnim synem w tenisa i w squasha. Tylko w badmintona dostałem baty. Ale po zaciętej walce.

Według piosenki "czas stoi w miejscu, nikt nie umiera, nikt się nie rodzi".

- Fakt, coraz więcej osób wokoło odchodzi. Boję się, że będę się musiał nauczyć chodzić na pogrzeby. W dorosłym życiu do tej pory byłem tylko na pogrzebie ojca, ukochanego dziadka i najbliższego przyjaciela, który odszedł w wieku 36 lat. Widzę, że coraz więcej dzieciaków wokół mnie się rodzi. Mój starszy syn ma 21 lat i mam nadzieję, że poczeka chwilę, aby zrobić ze mnie dziadka.

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej