Właśnie od komedii 45-letnia aktorka zaczynała karierę. Córka pielęgniarki i rzeczoznawcy z północy Anglii o aktorstwie marzyła od dziecka, ale było to, jak sama wspomina, pragnienie z gatunku "chciałabym rozmawiać ze zwierzętami". Myślała o karierze nauczycielki, nawet przez jakiś czas studiowała nauczanie początkowe w Cambridge. Dziś mówi, że nie była akademickim typem, ale po prostu jest zbyt skromna. To zresztą jeszcze jedna cecha, która zjednuje Olivii Colman wielbicieli - aktorka lubi z siebie żartować, nie jest próżna ani zdystansowana.

Pewnego dnia na uczelnianej tablicy ogłoszeń znalazła zaproszenie na casting. I tak trafiła do Footlights, legendarnego studenckiego klubu komediowego, do którego przed nią należało m.in. trzech z pięciu Monty Pythonów, Hugh Laurie i Emma Thompson (a z nią John Oliver). Uwierzyła, że aktorstwo jest dla niej i przeniosła się do Bristol Old Vic Theatre School. Cambridge oprócz wiary we własny talent, przyjaźni i znajomości, które miały zaowocować zawodowymi propozycjami, dało jej jeszcze męża. Eda Sinclaire’a, studenta prawa, który też grał w amatorskich przedstawieniach, zobaczyła na próbie i natychmiast uznała, że wyjdzie za niego. On nie był aż tak przekonany, ale w tym roku będą świętować 25 lat razem.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej