Rozmowa z Elizabeth Strout*, pisarką

Rozmawiamy w roku twojego jubileuszu. Mija właśnie 20 lat od chwili, w której zostałaś pisarką.

– O nie, nie. Mija dokładnie 20 lat od chwili, w której zostałam autorką.

Rozumiem, że to ważna różnica?

– W 1998 roku ukazała się moja debiutancka powieść „Amy i Isabelle”, historia skazanych na siebie córki i matki żyjących w niewielkim miasteczku Shirley Falls w stanie Maine. Miałam wtedy 42 lata i zostałam okrzyknięta „interesującą, późną debiutantką”. Bardzo mnie to określenie rozśmieszyło, bo wydawało mi się, że jestem już jedynie wypaloną niezrealizowaną pisarką.

Zabawne, o swoim jubileuszu przypomniałam sobie nagle, na kilka dni przed naszą rozmową. Siedziałam przy tym samym stole, piłam kawę i patrzyłam na dzielącą Manhattan i Brooklyn East River. Zerwałam się z krzesła i poszłam do sypialni, gdzie trzymam dawne notesy i kalendarze. Pomyślałam, przeglądając notatki z czasu premiery „Amy i Isabelle”, że choć pisarką jestem w zasadzie od dziecka, świat dowiedział się o tym dopiero w połowie mojego życia.

Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej