Rozmowa z Iloną Łepkowską*, scenarzystką wszystkich części "Kogla-mogla"

„Kogle-mogle” portretują nas?

– Nie mam ambicji socjologicznych, ale zawsze staram się przy okazji filmu rozrywkowego coś głębszego jednak przekazać. Tutaj np. chciałam, po pierwsze, pokazać młodego mężczyznę, który jest wiecznym Piotrusiem Panem. Gdzieś się ślizga wygodnie w życiu i na pewno nie jest zbyt chętny do stabilizacji, a z kolei chętny jest do szybkich pieniędzy.

To nie jest jedyny Piotruś Pan w tym filmie…

– No nie. Mężczyźni w tym filmie są raczej bierni.

To, rozumiem, jest wzięte z obserwacji życia i świata?

– Trochę takich mężczyzn jednak u nas jest, co? Natomiast wszystkie kobiety są silne, każda w inny sposób. Pani Wolańska w sposób bardzo przerysowany, ale też bierze sprawy swoje ręce. Oczywiście możemy uważać, że jest paskudna wobec męża, kiedy mówi, pokazując na wystawny warszawski apartament, że z jego badań nad szkolnictwem w powiecie grójeckim tego byśmy nie mieli. A on jest tym naukowcem starej daty, czyli po prostu biblioteki, książka, zajęcia na uczelni...

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej