"Jeśli chcesz, aby ludzie uwierzyli w coś naprawdę głupiego, dodaj do tego jakieś liczby" - pisze dziennikarz Charles Seife. Ten wykładowca uniwersytetu w Nowym Jorku zebrał całą książkę głupot, w które wierzymy, bo podparte są danymi liczbowymi. Na przykład badanie, w którym grupa naukowców porównała ze sobą wyniki olimpijskie kobiet i mężczyzn w biegach na 100 m i doszła do wniosku, że przez kilkadziesiąt lat zmalała różnica między nimi. Stwierdzili, że jeśli dynamika wzrostu kobiecych osiągnięć pozostanie na tym samym poziomie, to już w 2156 roku panie prześcigną panów w sprincie. Wyniki ukazały się w prestiżowym piśmie "Nature". Seife skrytykował je bezlitośnie, bo gdybyśmy poszli tym rozumowaniem, to w okolicach XXVII wieku kobiety przekroczyłyby na bieżni barierę dźwięku.

Blue Monday - czysta matematyka?

W 2004 roku Cliff Arnall, psycholog z uniwersytetu w Cardiff, na podstawie wzoru matematycznego uwzględniającego czynniki meteorologiczne, psychologiczne i ekonomiczne ustalił najgorszy dzień w roku. Przypada w poniedziałek ostatniego pełnego tygodnia stycznia. Dlaczego? Bo styczeń jest zimny, dni są krótkie, do nas powoli już dociera, że nie uda nam się dotrzymać śmiałych postanowień noworocznych, a na dodatek bank przypomina nam, że skończył się termin płatności kredytów, które wzięliśmy na prezenty świąteczne. Fatalny poniedziałek Arnall nazwał Blue Monday, czyli smutnym poniedziałkiem.

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej