"Proszę przy swoich ekscesach erotycznych zamykać okno. Dla reszty mieszkańców jest to niesmaczne" - niepodpisaną kartkę tej treści znalazł w swojej skrzynce na listy mieszkaniec Kielc. Odpowiedział błyskotliwie, wywieszając na klatce schodowej list: "Drodzy zniesmaczeni mieszkańcy, miło mi, że z taką odwagą - anonimowo - posądzacie mnie o tak bogate i udane życie erotyczne, ale, niestety, w moim przypadku sprawa nie jest tak kolorowa. Ja również słyszę te »ekscesy«, ale nie przyszło mi do głowy, żeby w taki okrutny sposób wpływać na płonące uczucie łączące kochanków zamieszkujących w naszym bloku. Uprzejmie proszę o powstrzymanie się na przyszłość od takich niesprawdzonych osądów, a kochankom życzę samych sukcesów. Wiedzcie, że Was słyszę, ale mam to w sferze obojętności".

Korespondencja trafiła na fanpage "Dziwne sytuacje w Kielcach" i zaczęły się komentarze. Kochankowie dostali wsparcie. "Ci lokatorzy to psy ogrodników. Sami nie mogą, to i drugiemu nie dadzą" i "Niech się wstydzi ten, kto widzi. Albo słyszy". A odpowiadający jeszcze większe: "Miszcz", "Szach-mat".

Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej