Tekst pochodzi z październikowego wydania "Wysokich Obcasów Extra", do kupienia w dobrych salonach prasowych.

Grzegorz Szymanik: Kiedy ostatni raz byłeś w kościele?

Wojciech Smarzowski: Niedawno, jak robiliśmy film. Praktycznie nie wychodziłem z kościoła.

A prywatnie?

– Zdarza mi się bywać na pogrzebach czy ślubach. Bardziej na pogrzebach. Lubię atmosferę starych kościołów. Za to nowe są tak brzydkie, że je fotografuję. Kiedyś wydam album.

Co cię pociąga w brzydkich kościołach?

– Gdybym urodził się w Toskanii, moje filmy wyglądałyby inaczej – inny krajobraz, światło, kompozycja. Ale urodziłem się na Podkarpaciu i nim nasiąkłem. Pewnie tęsknię do brzydkiej architektury, to znaczy tęsknię do dzieciństwa. Choć akurat kościół w Jedliczu zbudowali sto lat temu i jest w porządku.

W Jedliczu chodziłeś do kościoła?

– Nie. I byłem chyba jedynym dzieckiem w klasie, które nie brało udziału w lekcjach religii. Gdy w niedzielę koledzy szli do kościoła, ja oglądałem „Teleranek” albo kopałem piłkę. „Kocia wiara” – czasem słyszałem.

Kocia wiara?

– Tak się chyba mówi o świadkach Jehowy. Jak nie chodzisz do kościoła, zwłaszcza w małej miejscowości, to znaczy, że się odróżniasz. A jak się odróżniasz, to trzeba cię jakoś naznaczyć. Taka natura człowieka, że potrzebuje innego. Ale zaraz to wyeksponujesz w wywiadzie, a mi to nie przeszkadzało, ani nie było bolesne. Kościół nie miał na moje życie żadnego wpływu.

Twoi rodzice byli niewierzący?

– Urodzili się przed wojną, w polskich rodzinach, jak mogli być niewierzący? Ojciec wstąpił do partii, przestali chodzić do kościoła. Ale jak się rozeszli, to mama przyjmowała księdza po kolędzie. Ze mną nie rozmawiał, ale pamiętam jak przez mgłę, bo chyba to trochę wyparłem, że jak nadeszła ta chwila, żeby dać co łaska, to pokazał zeszyt w ten sposób, że mama widziała, ile dokładnie dali sąsiedzi. Musiała mi żyłka strzelić, skoro to do dziś we mnie siedzi. Mamie było wtedy przykro.

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej