Starsze dzieciaki w szkole rozmawiają o jakimś zakazanym teledysku "z krzyżami", który leci w MTV tylko po północy. Chciałabym go zobaczyć, ale nie mamy satelity, tylko magnetowid, na którym odtwarzam bez przerwy kasetę z dość przypadkowymi teledyskami nagranymi przez uczynną koleżankę. Aż rodzice zabierają mnie na imprezę do znajomych. Żeby mieć młodą z głowy, gospodarze włączają MTV. Oglądam wszystko jak leci, chłonę kolorowe obrazy i muzykę na zapas, i w końcu jest.

Pozostało 98% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej