Tekst pochodzi z "Wysokich Obcasów Extra" nr 117, wydanie z dnia 22/05/2018

Z psychoterapeutą i seksuologiem Andrzejem Gryżewskim rozmawia Krystyna Romanowska

Krystyna Romanowska: Mówi się, że orgazm pochwowy wraca do łask. Że kobiety znowu się za nim uganiają popędzane przez swoich partnerów. Że patriarchalizm wrócił nie tylko do polityki, ale i do łóżek. A Zygmunt Freud uśmiecha się zza grobu?

Andrzej Gryżewski: To, co obserwuję z zatrwożeniem, to powrót pewności siebie mężczyzn w seksie. Ale bardzo ryzykowny, a chwilami szkodliwy. Dla nich obojga. Otóż mężczyźni święcie wierzą w to, co 113 lat temu powiedział Zygmunt Freud, że orgazm pochwowy mają prawdziwe, dojrzałe kobiety. Przyprowadzają mi do gabinetu partnerki, które - ich zdaniem - trzeba "naprawić", bo nie mają orgazmu pochwowego. A przecież on jest wzorowym kochankiem.

Od czego zależy, czy kobieta ma orgazm pochwowy, czy łechtaczkowy?

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej