Z Joanną Scheuring-Wielgus rozmawia Dorota Wodecka

DOROTA WODECKA: To dzieci?

JOANNA SCHEURING-WIELGUS: Tak. Jasiu, Kuba i Oluś. A na tym zdjęciu Jasiu, kiedy był mały. Nie planowałam dzieci, ale jak zobaczyłam w szpitalu tego gościa, to oszalałam. Jest kopią swojego taty.

Neofaszysty, jak napisali na prawicy.

– Gdy przeczytałam, że mój mąż Jacek był skinem, rozsypałam się na kawałki. Zamknęłam się na pięć godzin w pokoju i ryczałam. Z panem, który ten tekst napisał, niedługo spotkam się w sądzie.

Może się bronić, że zespół Zadruga, w którym pani mąż grał na gitarze, nawiązywał w nazwie do przedwojennego ruchu o charakterze neopogańskim i nacjonalistycznym.

– Ale Jacek nie był nacjonalistą. Czasem grał z punkami, raz z neopoganami, ale wtedy nie było kapel nacjonalistycznych. Lubił grać – nieważne z kim, ważne, żeby głośno i przeciwko komunie. Z Zadrugą zagrał tylko jeden koncert, po czym powiedział, że neopogaństwo to nie jego bajka. Jestem wdzięczna muzykom z Torunia za ich wspólne, mocne oświadczenie, że Jacek nie był żadnym skinem czy nazistą. Wszyscy go lubili, bo z jednej strony był oddany muzyce, a z drugiej był po prostu bardzo otwartym człowiekiem.

Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej