Po pół wieku powtórzył pan, razem z dr. Tomaszem Grzybem, słynny eksperyment Milgrama badający granice ludzkiego posłuszeństwa. On zaczął od oszustwa.

- W tamtych czasach, czyli na początku lat 60., to było dość typowe, że uczestnikom podaje się inny cel przeprowadzania badań. Zakładano, że dzięki temu będą się zachowywać bardziej spontanicznie. Zresztą, żeby zbadać posłuszeństwo, trochę nie da się inaczej.

Milgram w lokalnej gazecie w New Haven, gdzie znajduje się Uniwersytet Yale, ogłosił, że szuka 500 mężczyzn w wieku od 20 do 50 lat do badania dotyczącego pamięci i uczenia się. Zaznaczył, że interesuje go pełen przekrój społeczny - urzędnicy, biznesmeni, sprzedawcy, fryzjerzy, robotnicy itd. - i że każdemu z nich zapłaci 4 dolary plus 50 centów w ramach zwrotu kosztów za dojazd (dzisiaj to odpowiednik około 50 złotych i taką kwotę oferowaliśmy w eksperymentach, które powtórzyliśmy u siebie). Na miejscu mężczyźni dowiadywali się, że eksperyment odbywa się w parach i wymaga podziału na role. Jedna osoba będzie nauczycielem, druga - uczniem. Role te losowano.

Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej