Kiedy Julia Roberts położyła się obok Richarda Gere’a, by zagrać scenę seksu w „Pretty Woman”, reżyser Garry Marshall zobaczył na jej czole grubą, pulsującą żyłę. Z nerwów młoda aktorka dostała też pokrzywki. Marshall przerwał zdjęcia. „Wszedłem do nich do łóżka i razem z Richardem masowaliśmy czoło Julii, aż żyła zniknęła. A potem zjawił się charakteryzator z łagodzącym balsamem na pokrzywkę i mogliśmy kręcić” – wspominał.

Roberts miała 21 lat, na koncie występ w obyczajowym filmie „Mystic Pizza”, który dopiero później doczekał się statusu kultowego, i rolę w „Stalowych magnoliach”, które czekały na premierę. Marshall jednak nie miał wątpliwości, że obdarzona zabójczym uśmiechem dziewczyna z Georgii jest jedyną, która może zagrać w jego filmowej opowieści o prostytutce i zakochanym w niej bogatym biznesmenie. To dla niej, prawie debiutantki, szukano partnera. Marshall mówił, że nie ma znaczenia, kto to będzie, bo to Roberts zrobi ten film, ale w końcu zatrudniono Richarda Gere’a, ówczesny symbol seksu – „Amerykański żigolak” i „Oficer i dżentelmen” w jednym.

Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej