Żyjemy w kulturze kłamstwa?

- Nie mam co do tego wątpliwości. Cztery lata temu napisałem książkę pt. "Szczera prawda o nieuczciwości. Jak okłamujemy wszystkich, a zwłaszcza samych siebie" i ze smutkiem przyznam, że staje się ona coraz bardziej aktualna...

Ale pozwoli pani, że zacznę od przypomnienia pewnej biblijnej przypowieści - o Bogu, Sarze i Abrahamie. Bóg przychodzi do Sary i mówi: "Będziesz miała syna". Sara się śmieje: "Panie Boże, jak to możliwe, kiedy mój mąż jest taki stary?". Bóg mówi na to: "Nie przejmuj się tym", i idzie do Abrahama: "Abrahamie, będziesz miał syna". "Czy powiedziałeś o tym Sarze?" - pyta Abraham. Bóg odpowiada: "Tak", i w tym momencie ucieka się do kłamstwa: "Sara zastanawiała się, jak to możliwe, skoro ona jest taka stara".

To dowód na to, że nawet Bogu zdarza się oszukiwać?

- Ta przypowieść dobrze pokazuje, o co tak naprawdę chodzi w tym całym kłamstwie. Dlaczego Bóg oszukuje Abrahama? Dla miru domowego. Historia kłamstwa pokazuje, że wiele naszych krętactw i oszustw wynika właśnie z konfliktu interesów, kiedy to jedne ważne dla nas wartości ścierają się z innymi, równie ważnymi. Ktoś na przykład chce być uczciwym, praworządnym, dobrym człowiekiem, ale jednocześnie zależy mu na tym, żeby mieć więcej pieniędzy. Co się wydarzy, jeśli te dwie wartości będą ze sobą kolidować?

Konflikty interesów powodują, że przeżywamy naprawdę ciężkie chwile i trudniej nam zachować się szlachetnie. Deprawują nas, a my nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo.

Dziś tych konfliktów przybywa. Wystarczy popatrzeć na lobbing w polityce, sektor usług finansowych, medycynę. Pole do nieuczciwych zachowań się poszerza.

Jak?

- Spójrzmy na medycynę. Dzisiaj w Stanach płaci się lekarzowi za usługi. Za każdą wypisaną receptę dostaje, powiedzmy, 3 dol., za każdy zabieg - 17, za każdą operację - 20 dol., itd. Dodatkowe bonusy zachęcają go do przeprowadzenia wybranych zabiegów. Załóżmy, że ważne są dla niego takie wartości, jak "dobro pacjenta" oraz "poziom życia rodziny". Obecny system wynagrodzenia sprawia, że te wartości narażone są na kolizję. Inaczej sprawa by się miała, gdyby lekarz otrzymywał stałe wynagrodzenie, prawda? A tak, zaczyna się kalkulacja.

Dentystom trudno nie patrzeć na pacjenta przez pryzmat dziur w zębach, kiedy ich wynagrodzenie rośnie wprost proporcjonalnie do liczby założonych plomb. Dziennikarzowi trudno opisać firmę, w której ma swoje udziały. Mechanicy samochodowi mają swoje konflikty interesów, politycy swoje i my, obywatele, mamy swoje.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej