Krystyna Romanowska: Zewsząd dobiegają nas rady: "Mów mu o swoich potrzebach", "Wyjaśnij, czego chcesz w seksie", "Opowiedz głośno o swoich seksualnych fantazjach". Działa to?

Andrzej Gryżewski: Gdyby w seksie słowa były ważniejsze niż czyny, to nie byłby możliwy seks między ludźmi mówiącymi innymi językami. A przecież często się zdarza, że para, która werbalnie komunikuje się w sposób bardzo ograniczony, świetnie dogaduje się w łóżku. Niewielki zasób słownictwa wcale im nie przeszkadza. Wystarczy mowa ciała, gesty, bo o wiele ważniejsza od słów jest uważność wobec drugiego człowieka, obserwowanie, jak on/ona "układa" nam się w rękach. Reguła jest taka, że w okresie początkowym znajomości - w czasie "tańca godowego" - ludzie nie muszą o seksie rozmawiać. To okres autopromocji ufundowany przez naturę.

A kiedy powinni zacząć?

- Wtedy, kiedy minie okres zauroczenia i chemicznego haju, kiedy para chce budować coś świadomie. Wtedy racjonalne rozmowy o swoich potrzebach i oczekiwaniach są ważne. Ale nie chodzi o takie karykaturalne rozmowy, które polegają na tym, że para siedzi naprzeciwko siebie i oboje intelektualizują. On i ona mówią o swoich potrzebach, ale żadne z nich nie słucha tego drugiego. Dwa monologi. To niesłychanie częste i kompletnie nie wpływa na bliskość, intymność. Mówią o swoich oczekiwaniach, czego by w tym seksie chcieli. Ale często kończy się to walką o władzę: "Bo ty zawsze...", "Bo ty nigdy…". Taki dialog nie wpływa na zwiększenie ochoty na seks.

Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej