Została pani poczęta - wiem to z pani autobiografii - na belach materiału, w komodach działu kroju radzieckiego łagru Sibłagu. Pani rodzice pracowali razem w szwalni - mama szyła sukienki dla żon oficerów, a ojciec pracował jako krojczy. Przed wojną ojciec był cenionym krawcem. W latach powojennych mama zajęła się szyciem jako profesjonalna krawcowa, pani ojciec też nadal szył. Można więc powiedzieć, że nie byłoby pani bez odzieżowego kontekstu.

- Od czternastego roku życia szyłam sobie sama. Kiedy wyjechałam z Legnicy do Warszawy na studia historii sztuki, nie wzięłam ze sobą maszyny. Szyłam coraz rzadziej. Siadałam przy niej tylko wtedy, kiedy odwiedzałam rodziców. Coraz częściej po prostu rysowałam swoje projekty, a oni je wykonywali. Najbardziej lubiłam, żeby było bardzo krótko, przed kolano, albo długo - do kostek...

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.