To miała być spowiedź?

- Ta decyzja dojrzewała we mnie kilka lat, właściwie od kiedy porzuciłam islam w 2010 roku i wróciłam do dawnego, świeckiego życia. Do momentu wydania książki żyły we mnie dwie Anny - ta, którą jestem dzisiaj, bezwyznaniowa działaczka związku nauczycielskiego, i ta, którą byłam - radykalna muzułmanka. Z tym że ta druga się ukrywała. Nie wiedziałam, jak dać jej dojść do głosu.

A chciała pani?

- Chciałam, żeby ludzie znali całą prawdę. Ale bałam się, że jak ją odkryję, to mnie odrzucą, więc lawirowałam. Kiedy ktoś pytał, dlaczego moje dzieci mają arabskie imiona, tłumaczyłam, że mąż był arabskim biznesmenem. Kiedy chciał wiedzieć, gdzie mieszkałam wcześniej, odpowiadałam, że dużo...

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.