Zabiliśmy weekend?

- Nie zrobiliśmy tego sami. Jeszcze do niemal połowy XX wieku czas wolny był kwestią polityczną. To o niego przez ponad sto lat, niekiedy oddając życie, walczyli członkowie związków zawodowych na całym świecie. Czas wolny był priorytetem, ważniejszym od zatrudniania dzieci, warunków pracy czy wysokości pensji. W połowie lat 30. w USA w końcu rozwiązano tę kwestię prawnie, wprowadzając ośmiogodzinny dzień i 40-godzinny tydzień pracy. W latach 50. dwudniowy weekend stał się standardem w Wielkiej Brytanii, Kanadzie i USA. W Europie w większości krajów pracowało się krócej w sobotę, niedziela była wolna. Granica między pracą a życiem prywatnym była usankcjonowana, ale w ostatnich kilku dekadach zaczęła się zacierać.

Winni?

- Pierwszy winny to nowe technologie: mobilny internet, urządzenia elektroniczne. Coś, co miało dać nam wolność, w rzeczywistości ją ogranicza i sprawia, że wyjście w piątek wieczorem z pracy niczego nie załatwia, bo praca "wychodzi" razem z nami. Jest w naszej kieszeni, w torebce.

Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej