Tekst pochodzi z miesięcznika "Wysokie Obcasy Extra" nr 4, wydanie z dnia 16/03/2017

Przez 60 lat nie sprzedała ani jednego obrazu. Dziś za abstrakcje Carmen Herrery trzeba zapłacić nawet 970 tys. dolarów - taką cenę w listopadzie osiągnął jej "Cerulean" ("Modry") z 1965 roku - błękitny romb z przecinającymi go czterema białymi, zwężającymi się ku środkowi pasami. Jej płótna wiszą w najważniejszych muzeach - nowojorskim Modern Art, Hirshhorn Museum w Waszyngtonie czy londyńskim Tate Modern.

- Jest takie powiedzonko: "Jeśli czekasz na przyjazd autobusu, to on w końcu przyjedzie". Ja czekałam prawie sto lat, ale przyjechał - mówi siwiuteńka Carmen Herrera i wybucha śmiechem.

Na podstawie jej życia można by wykuć kilka żelaznych zasad dla początkujących twórców...

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej