Historia Mileny Lelewskiej-Milczarek pochodzi z książki "Profesor Dębski. Lekarz od cudu życia", wyd. Pascal

Bardzo chciałam mieć dziecko, ale kiedy poszłam kontrolnie do pani doktor ginekolog, okazało się, że mam mięśniaka wielkości 6 centymetrów. Nogi się pode mną ugięły.

Lekarka okazała się bezradna. Powiedziała mi tylko, żebym sobie znalazła innego specjalistę. Miałam wrażenie, że nie bardzo wiedziała, co mi powiedzieć, jak leczyć, jakie rozwiązanie jest dla mnie najlepsze. Wtedy zaczęła się moja wędrówka po gabinetach ginekologicznych. Szukałam wśród znanych lekarzy, profesorskich sław.

Od jednego usłyszałam: „Wie pani, lepiej tego guza w ogóle nie ruszać. Niby usunięcie mięśniaka macicy nie jest jakąś bardzo skomplikowaną operacją, ale wiadomo, jak jest… Niech dojdzie do jakiegoś krwotoku, coś się chirurgowi nie uda, a potem to już dobry Boże nie pomoże. Czasem lepiej nie ingerować w naturę. Niech pani spróbuje w tę ciążę zajść. Lekarze prowadzą takie pacjentki. U pani ten guz jest w miejscu trudno dostępnym, ciężkim do zoperowania. Na pani miejscu raczej bym zaszedł w ciążę”.

Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej