Tokio to nie tylko Shibuya, znana i najczęściej fotografowana dzielnica konsumpcji, mody i shoppingu. To także parki, stare cmentarze, świątynie i rzeka płynąca przez środek miasta. Są tu jeszcze miejsca, w których można zapomnieć, że jest się w jednej z największych metropolii świata. Wystarczy wyjechać z Ginzy, minąć biurowo-biznesowe centrum miasta, by znaleźć się na pustych ulicach.

Zawsze zaglądam do Shimokitazawy i Koenji, dwóch hipsterskich, punkowych czy nawet trashowych dzielnic.
Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej