Jeśli mamy rozmawiać o matkach i synach, to chciałabym, żebyśmy ugryzły ten temat od innej strony, może nawet od końca.

Zaczynamy od dojrzałego mężczyzny?

Tak. Od syna, ale jako dojrzałego mężczyzny. Dziś dużo mówi się o tzw. kryzysie męskości – tylko proszę napisać w cudzysłowie, bo bardziej zgodne z prawdą byłoby powiedzenie „męskości w zmianie”, w procesie.

Nasz proces w rozwoju kobiecości dokonał się 60 lat temu, gdy wynaleziono pigułkę antykoncepcyjną – ja to tak widzę z racji swojego zawodu, ale niektórzy mogą szukać początków tej transformacji w prawach wyborczych, dostępie do edukacji albo w równym dostępie do pracy. To wszystko, co tworzy nowe pojęcie kobiecości, wpływa również na konstrukt społeczny, którym jest męskość. Mnóstwo się dyskutuje teraz o tym, jak wychować synów. O co tak naprawdę nam chodzi. I proszę spojrzeć: w przypadku bycia dziewczynką dobry jest dziś zarówno model tzw. stereotypowo żeński, jak i stereotypowo męski. W przypadku chłopców – nie. Dziewczynka ze stereotypowo chłopięcymi cechami będzie bardziej akceptowana niż chłopiec ze stereotypowo dziewczęcymi cechami. Zauważyła to pani?

Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej