Krzysztof Kwiatkowski: „Vox Lux” jest portretem gwiazdy pop. Ale reżyser Brady Corbet nazywa film „kroniką XXI wieku”, a pani twierdzi, że to najbardziej polityczny projekt z pani udziałem.

Natalie Portman: Bo jest posępnym komentarzem do współczesnego styku popkultury i przemocy. Do funkcjonowania mediów, które informację traktują jak towar. Do władzy, jaką daje uwaga tłumów. Szokują mnie serwisy, w których wszystko miesza się jak w kotle: wstrząsające wiadomości o atakach szaleńców i zbrodniach, doniesienia na temat nowych płyt gwiazd, plotki z życia celebrytów – wymieniane po przecinku. Czuję, że prasa, telewizja, internet gubią azymut. Zapominają o odpowiedzialności, dając głos tym, którzy krzyczą najgłośniej.

Pani bohaterka jako dziewczynka przeżyła strzelaninę w szkole. Przekuła swój ból w piosenkę, która stała się hymnem obolałej po 11 września Ameryki.

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej