Rozmowa z Jackiem Braciakiem, aktorem

 

Często mówi pan sobie: „Nie wiem”?

Ze trzy lata temu udzielałem wywiadu i na większość pytań odpowiedziałem: „Nie wiem”.

Dziennikarz żyje czy się zastrzelił po tej rozmowie?

Żyje, ale wywiadu nie wydrukowano. Mówię: „Nie wiem”, kiedy naprawdę nie wiem.

Często?

Myślę, że odzywa się we mnie krew moich żydowskich przodków, czyli Tewjego Mleczarza, który zawsze mówił: „Ale z drugiej strony...”. Często mam wątpliwości.

Pytam o nie, bo Maciej, pana bohater z „Córki trenera”, do pewnego momentu wszystko wie świetnie, ma doskonały plan na życie córki, z której chce zrobić gwiazdę tenisa. Aż pewnego dnia mówi: „Gdy była mała, zawiesiłem jej nad łóżeczkiem piłkę tenisową. Chciałem, żeby była szczęśliwa i samodzielna i żeby była najlepsza. A teraz nie wiem”.

On zrobił wszystko po swojemu. To najgorsze postawienie sprawy: chcę, żeby było po mojemu. Powiem banał, ale na większość rzeczy nie mamy wpływu, a już na pewno nie na ludzi wokół siebie. Bardzo bym chciał, żeby było po mojemu, ale też już wiem, że jeżeli nie jestem cierpliwy i patrzę na wszystko tylko w krótkim dystansie, to pozbawiam się ważnego doświadczenia. Takiego mianowicie, że to, co się dzieje nie po mojej myśli, per saldo mi służy. Najczęściej wiem, czego bym chciał, ale to nie jest to, czego naprawdę potrzebuję.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej