Rozmowa z Weroniką Nawarą, pielęgniarką, autorką książki „W czepku urodzone”

Czy trzeba być chorym, by chcieć dzisiaj zostać pielęgniarką w Polsce?

Może nie aż chorym, ale na pewno niedzisiejszym. Trzeba mieć sporo empatii, umieć słuchać innych ludzi czy zrezygnować z marzeń o awansowaniu bez końca. Szklany sufit u pielęgniarek jest zawieszony dość nisko.

Jak reagowali twoi krewni czy znajomi, gdy poinformowałaś ich, że idziesz na pielęgniarstwo?

Mało entuzjastycznie. Było pukanie się w czoło. Rzeczywiście pojawiły się głosy, że to chore, nienormalne... I że przecież mogę zostać lekarzem, więc dlaczego chcę wynosić baseny?

I co odpowiadałaś?

Że jeżeli trzeba, to będę to robić. Czy to, że wyniosę basen lub umyję chorą osobę, sprawia, że to zawód mniej ważny lub mniej ciekawy? Pomijam, że pielęgniarka wykonuje również tysiąc innych czynności.

Na moją decyzję wielki wpływ miała sytuacja, kiedy w wieku 16 lat przez jakiś czas sama byłam pacjentką w szpitalu. Spotkałam tam pierwszą w moim życiu młodą pielęgniarkę, świeżo po studiach. To nie trzeba mieć 50 lat i więcej, by być pielęgniarką w Polsce? Szok.

Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej