Kiedy pytam swoją sześcioletnią córkę Alicję, czy pójdzie ze mną na wybory 3 marca, odpowiada, że tak.

– Wygra Ola – stwierdza.

– Skąd wiesz? Dlaczego ma wygrać?

– Bo jest dobra. Panie w przedszkolu tak mówią.

Murem za Olą

– Panie Prezydencie, Szefie, drogi Pawle! Obiecuję, że my, gdańszczanie, wypełnimy Twój testament – mówi Aleksandra Dulkiewicz podczas wiecu, który w dniu śmierci prezydenta odbywa się przed Dworem Artusa.

Urodzona mówczyni, w jej głosie jest spokój i stanowczość.

Kilkanaście tysięcy osób słucha jej w milczeniu, gdy obiecuje, że Gdańsk pozostanie miastem tolerancyjnym, otwartym i dbającym o słabszych. Gdy kończy, zrywa się burza oklasków.

– Byłam przekonana, że widać po mnie wszystkie emocje, co w sercu, to na twarzy. A dziś, po tragicznej śmierci Pawła Adamowicza, wielu ludzi pyta, czy mam jakieś emocje. Jestem bardzo emocjonalna i raczej ekstrawertyczna, ale po morderstwie pana prezydenta emocje się schowały – mówi.

Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej