Zalał swój telefon (jak się potem okazało – w jacuzzi z kochanką w apartamencie za 700 zł za noc) i kazał mi go wyrzucić do elektrośmieci. Przed wrzuceniem telefonu do kosza postanowiłam go włączyć. Tak się zaczął koszmar mojego życia.

Mam dwoje wspaniałych dzieci. Jestem uzależniona od męża finansowo – on jest na stanowisku, ja pracuję za najniższą krajową. Mamy wspólny kredyt. Zaproponował mi tysiąc złotych alimentów na dzieci. Poza tym gardzi mną – to wszystko moja wina, bo byłam gruba, głupia. Odtąd ma mnie kto inny utrzymywać, bo on chce wreszcie pożyć.

Co z dziećmi, które nie rozumieją, że tatuś ma inny plan na życie, w którym one nie są uwzględnione? Mało go to obchodzi.

Każdego dnia wstaję wcześnie, robię śniadanie, zaprowadzam dzieci do przedszkola, idę do pracy, robię zakupy, odbieram dzieci z przedszkola, bawię się z nimi, idę na spacer, kąpię je, czytam im książeczkę, rozwiązuję konflikty między nimi. O sobie nie mam czasu pomyśleć.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej