Anna J. Dudek: W „Klerze” dziennikarka prowadząca śledztwo w sprawie pedofilii w kurii jest postacią drugoplanową. W twojej książce Ludmiła Zakrzewska jest główną bohaterką. Skąd ten zabieg?

Piotr Głuchowski: Kiedy przeczytałem scenariusz, wiedziałem, że to dzieło może być też hitem książkowym, jeśli to obrobić literacko, czyli pogłębić, dodać przeszłość, rozwinąć postacie drugoplanowe. W Zakrzewskiej był ogromny potencjał.

Ciekawa wolta, bo nagle główną bohaterką książki o grzechach Kościoła – w tym pedofilii – staje się osoba świecka.

Moja książka nie jest książką o pedofilii. To historia dziennikarki, która prowadzi śledztwo w sprawie księży. Ale równie dobrze Ludmiła Zakrzewska mogłaby prowadzić dochodzenie w sprawie korupcji w krakowskiej komendzie wojewódzkiej policji. Powieść „Nic, co ludzkie” w 80 procentach traktuje o innych fundamentalnych ludzkich wyborach. Stąd tytuł. Ale to wszystko mogłoby się dziać w jakimś innym środowisku. Dobra historia broni się w każdym entourage’u.

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej