Małgosia Minta: Dzień zaczynasz od bajgla?

Laurel Kratochvila: Teraz mieszkam we Francji, więc rano jem pain au chocolat. Ale uważam, że bajgiel to najlepszy początek dnia. To kwestia, w której nie zgadzam się z Francuzami – śniadanie powinno być wytrawne, a nie słodkie.

Ponoć twój prapradziadek przeniósł się do USA właśnie przez bajgle.

To taki nasz rodzinny żart. Tak naprawdę moi przodkowie, jak wielu Żydów polskiego pochodzenia, wyjechali z Polski do USA, bo w pewnym momencie XX wieku nie było to dobre miejsce do życia, ale też ze względów ekonomicznych. Moi dziadkowe mieszkali w małej miejscowości pod Warszawą. Co ciekawe, współcześnie nie da się jej odnaleźć na mapie. Prapradziadek miał niewielką piekarnię, ale po przyjeździe do USA nikt tych piekarniczych tradycji nie chciał kontynuować. Mimo to wychowałam się na bajglach. Co rano przed szkołą szłam do babci, a tam czekały na mnie właśnie one.

Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej