Marta Abramowicz – polska reporterka, działaczka na rzecz praw człowieka, doktorka nauk społecznych. Autorka głośnego reportażu „Zakonnice odchodzą po cichu” i właśnie wydanych „Dzieci księży”. Reportażu uczyła się pod okiem Hanny Krall. Napisała wiele tekstów lekkich, prasowych, i sporo poważniejszych, naukowych, w tym kilka książek

Anna J. Dudek: Ja i reszta czytelników twojej nowej książki jesteśmy wspólnikami. Wspólnie, razem z księżmi, strzeżemy tajemnicy. Dzieci księży.

Marta Abramowicz: Wszyscy znają historie o dzieciach księży, chętnie mi je opowiadali, ale nie chcieli pomóc mi się z nimi skontaktować. Bo to temat tabu, o tym się nie mówi, a w ogóle to jak mieliby zacząć rozmowę? Przez tyle lat nigdy nie poruszyli tego tematu. Do bohaterów książki było mi jeszcze trudniej dotrzeć niż do byłych zakonnic! Nie spodziewałam się tego. Księża ojcowie też nie chcieli mówić, bo gdyby się wydało, że przyznają się do swojej rodziny, mogliby zostać wydaleni. Dla Kościoła problem pojawia się wtedy, gdy prawda wychodzi na jaw i wierni się burzą. Jeśli wszystko jest po cichu, wtedy jest w porządku. Ponieważ jest to trzymane w takim sekrecie, pisanie książki zajęło mi dwa lata. Nie bez powodu jej podtytuł brzmi „Nasza wspólna tajemnica”. Wszyscy bierzemy w tym udział.

Brzemię dźwigamy wszyscy, ale ofiarami są partnerki tych księży i ich wspólne dzieci. Historie, które opisujesz, są dramatyczne.

Tomek nawet od matki nie może dowiedzieć się, kto jest jego ojcem. Gdy był mały, słyszał, jak wszyscy dowcipkowali, jaki to on podobny do tego zakonnika, co chór prowadzi. Latami się zastanawia, czy to jest jego ojciec. Gdy jest już dorosły, pokazuje jego zdjęcie znajomym i pyta: „Kto to?”. Wszyscy mówią: „Przecież to ty, tylko z przyklejoną brodą i przebrany za księdza”. Zakonnik się wypiera, że nigdy nie miał romansu z jego matką. Jedyna możliwość, żeby się tego dowiedzieć, to pozwać go do sądu i sporo wydać na adwokata i testy genetyczne. Z kolei ojciec Miłki był w domu nawet raz, dwa razy w tygodniu. Miała sześć lat, kiedy od kuzynki dowiedziała się, że jej tata jest księdzem. W książce jest jej list do ojca: „Nie rozmawialiście ze mną na ten temat, uczyłam się z sytuacji. Czułam, że powinnam ukrywać prawdę przed ludźmi. Uważać, żeby mi się nie wymsknęło »tato«. Maciek [brat Miłki] przez całe życie nikomu nie powiedział o Tobie. Nie wie nawet jego dziewczyna, a przecież zaraz biorą ślub. Jakie przestępstwo ukrywamy? Naszą miłość? Kłamiemy, bo to grzech? Nie jest grzechem, nie oddziela ani Ciebie, ani mnie od miłości Boga. Więc w imię czego nie przyznajesz się do mnie? Dlaczego jestem zaprzeczonym dzieckiem?”.

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej