O czym myślisz, kiedy myślisz o miłości?

Niedawno, w chwili słabości, napisałam kilka wierszy o mężczyznach, którzy kiedyś byli ważni w moim życiu. Nie dlatego, że chciałabym, aby wrócili. Chciałam się znów zanurzyć w emocjach, które temu towarzyszyły. Każdy tak przecież ma, prawda? Nastawiasz sobie smutną muzykę albo włączasz film i myślisz: o tak, to o nas śpiewają, o nas opowiadają – i wspominasz. Albo odwrotnie – jeśli nie jesteś w nastroju nostalgicznym, to z kolei snujesz scenariusze, fantazjujesz o miłości, która dopiero przyjdzie. Nie muszą powstawać z tego wiersze, ale właśnie z takich myśli biorą się najczęściej. Poezję piszemy o tym, co nas najgłębiej dotyka, a to najczęściej jest właśnie ból, strata, tęsknota. Siedzi to w głowie i drapie, nie można przestać o tym myśleć. Zapisanie tego przynosi ulgę, uśmierza, choćby na chwilę. Kiedy myślę o miłości, myślę więc o tych przeszłych albo przyszłych emocjach – tu i teraz o niej nie myślę, bo nie mam czasu, bo ją przeżywam.

Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej