Za moich czasów, czyli dawno temu, bo mam 57 lat, młodzi ludzie byli zaangażowani w sprawy publiczne. Nie było im wszystko jedno. Walczyli, konspirowali, chodzili na manifestacje, czytali książki, dyskutowali, mieli poglądy. I dostawali pałą po plecach. A czasem trafiali do więzienia.

Teraz na protestach spotykam najczęściej ludzi w moim wieku i starszych. Chyba zaangażowanie mają we krwi i tak im pozostanie na zawsze. I się nie boją.

Naprawdę wszystko wam jedno, w jakim kraju żyjecie?

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej