Oglądałam ostatnio z synami film „Dzieci z Bullerbyn”. Kwintesencją beztroski i naturalności bohaterów jest scena, w której dzieci idą nad jezioro, zrzucają ubrania i wskakują do wody. Robią to bez skrępowania, spontanicznie. A są to i chłopcy, i dziewczynki w wieku szkolnym. Próbowałam sobie wyobrazić polskie dzieci w tym samym wieku, które zachowują się podobnie. Przyszło mi to z trudem.

Być może to jest niewyobrażalne dla pani, osoby dorosłej, ale czy to jest coś niewykonalnego dla 6-10-latków? Bywa różnie. Najczęściej wraz z wiekiem i socjalizacją pojawia się u dzieci uczucie wstydu, ale to kwestia indywidualna. Na jednym z forów poświęconych nagości przeczytałam wpis kobiety, która była świadkiem podobnej sceny na polskiej plaży. Mniej więcej ośmiolatki tak samo spontanicznie jak bohaterowie „Dzieci z Bullerbyn” wbiegły na plażę. Nie miały przy sobie kostiumów i do wody wskoczyły w bieliźnie. Ale tak naprawdę to mało znaczący szczegół. Z opisu kobiety wynikało, że dzieci bawiły się fantastycznie i zupełnie nie zwracały uwagi na własne ciała. Ale kobiecie to przeszkadzało. Więcej – była zbulwersowana. Napisała, że dziewczynki wbiegły do wody w koszulkach bieliźnianych i w majteczkach, co dało efekt „miss mokrego podkoszulka”, bo bielizna przylgnęła do ciał. A ponieważ „coś tam się już rysowało pod koszulką”, jej zdaniem to było niestosowne.

Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej