Właśnie ukazała się nowa książka Doroty Masłowskiej „Inni ludzie” i wszyscy chcą mieć wywiad z autorką. Da się w tej sytuacji naprawdę porozmawiać?

Jeżeli chcecie, to możemy się zaraz rozejść, bo ja też mam siebie dosyć. Choć było tych wywiadów tylko kilka i wciąż nie rozmawiałam jeszcze z gazetką Rossmanna, to i tak czuję taką udrękę bycia sobą, że dzisiaj przed przyjściem tutaj bardzo chciałam bić głową w ścianę. Ale wiedziałam, że wtedy nie będę dobrze wyglądać.

V.S.: Nowa książka Doroty Masłowskiej jest świetna. I nie da się jej opowiedzieć, bo jej siła tkwi w języku, w połamanym hiphopowym rytmie, z którego wyłania się polskie tu i teraz i brodzący w nim bohaterowie, wśród nich bohater główny Kamil Janik:

„To był/ PONIEDZIAŁEK. Za oknem niebo ołowiane, na dywanie igły/ Opadłe z choinki jak złudzenia; dźwięk jeżdżenia windy/ Zbudził go i uczucie otwartego okna, choć kołdra mokra/ Od potu, sucha morda, napoi wyskokowych posmak, to znak,/ Że trochę wczoraj pogrzał. Miał powód. Dochodzi dziesiąta./ Widząc to, wstał. Wątpił, że zdąży, na szybkości się wykąpał/ Wyglądał jak z gardła psu, ale chuj, się ogolił, ubrał spodnie, (…)”

Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej