Denerwuję się, gdy inni wmawiają mi, że jestem nieszczęśliwa. Gdy ktoś zakłada, że tak naprawdę jestem smutną, samotną osobą. Chyba wiem, kiedy jestem szczęśliwa, a kiedy nie. Nie jestem ani nieszczęśliwa, ani samotna, żyjąc w pojedynkę na szkockim pustkowiu. Mieszkam tu od dłuższego czasu i uwielbiam to.

Aż trudno uwierzyć, że nie jest ci tam trochę samotnie.

Bardzo rzadko czuję się samotna. Samotność dopadała mnie czasem w małżeństwie, ale nie tu. Bycie samemu i samotność to dwie różne rzeczy: pierwsza wiąże się z dokonaniem wyboru, często towarzyszy jej radość i poczucie spełnienia, natomiast ta druga nie jest ani wyborem, ani szczęściem. Poza tym można być samotnym w znacznie bardziej zaludnionym i wygodniejszym do życia miejscu niż mój obecny dom na wzgórzu – ten stan ducha męczy ludzi w wielkich miastach, ludzi otoczonych współpracownikami, przyjaciółmi, rodziną.

Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej