Od poniedziałku do piątku Filip był wyzywany. Pedi, pedał, pedzio, ciota, krzyczeli koledzy z klasy. Najbardziej dopiekali mu na WF-ie. Grali w kosza, Filip nie trafiał, więc co kilka minut słyszał: „Co za pedalstwo!”. W trzeciej gimnazjum nie wytrzymał. Jednemu z wyzywających strzelił w pysk. Widziała to wuefistka, która była wychowawczynią klasy.

Tego samego dnia Edyta, matka Filipa, odebrała telefon ze szkoły: – Pani syn pobił kolegę. Ale proszę się nie martwić, jego tata nie będzie robić problemu.

Pozostało 98% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej