DOROTA WODECKA: Etiopka Nigisti powiada, że nie trzeba mieć ani pieniędzy, ani szczególnego powodu, by pomagać innym. Rzeczywiście?

DOMINIKA KULCZYK: Sądzę, że sens pomagania nie sprowadza się do wydawania milionów. Bohaterki „Efektu Domina” ich nie miały. Nigisti, która prowadzi w Etiopii ośrodek dla 10- i 12-letnich dziewczynek wydanych za mąż przez rodziców, nie miała pieniędzy, kiedy przygarnęła pierwszą z nich. Akuszerka z Beninu, która założyła we własnym domu schronisko dla dzieci uważanych za opętane przez demony i skazane na śmierć m.in. dlatego, że urodziły się pośladkowo, też była bez grosza. Także Bella Galhos z Timoru Wschodniego pomagająca ofiarom przemocy domowej na pewno nie jest milionerką.

To co panią z nimi łączy?

Miłość. Zrozumiałam, że miłość jest ich prawdziwą siłą. Mój tato zawsze wznosił toasty za miłość i często powtarzał, że kocha się nie za coś, ale pomimo czegoś. Rodzice wpoili mi, że każdy z nas ma w sobie wyjątkowy pierwiastek i naszym zadaniem jest go pielęgnować, by uszczęśliwić siebie oraz innych. Dlatego staram się, żeby ludzie, wśród których żyję, byli szczęśliwi. Nie tylko moje dzieci, które, co oczywiste, kocham najbardziej. Przypuszczam, że w to, co ja robię dla innych ludzi, jest też wpisana miłość własna. Bo żeby kochać innych, trzeba kochać siebie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej