Cicha noc, święta noc. Pokój niesie ludziom wszem. Niestety, nie wszystkim. Znam rodziny, które nawet przy świątecznym stole toczą nieustanną wojnę domową. Wojnę na gesty, wojnę na słowa.

Mam bardzo małą rodzinę. Wojna dokonała w naszej familii strasznego spustoszenia. Nie znałam żadnego z moich dziadków. Nie miałam wielu wujków i cioć. Katyń, Sybir, egzekucje – to słowa, które znam nie tylko z podręczników. Pewnie dlatego dbamy, żeby rodzina trzymała się razem, a święta spędzamy zawsze wspólnie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej