Rozmowa z Wojciechem Eichelbergerem

 

Mężczyźni mówią panu czasem na terapii, że czują się dyskryminowani? Czy to jest przyznaniem się do słabości?

Nie używają tego terminu. Myślę, że z dwóch powodów. Po pierwsze, bycie dyskryminowanym dewaluuje, a po drugie, trudno się teraz nazywać dyskryminowanym, gdy przez pięć tysięcy lat dyskryminowało się drugą płeć. To byłaby lekka przesada. Rzeczywiście, przeciętny mężczyzna ciągle jest jeszcze zbyt dumny, by tak się poczuć, choć pewnie gdyby stosować obiektywne kryteria, czasem jest.

Kilku poskarżyło się nam na rozszerzone oczekiwania kobiet wobec nich – że jednocześnie mają dużo zarabiać, by zapewniać byt rodzinie, a po powrocie...

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.