EWA FARNA: Wyobrażasz sobie, że ja mam nadal do czynienia z taką chorą sytuacją, że ktoś przychodzi ze zdjęciem, na którym mam 16 lat i pyta: „Dlaczego już tak nie wyglądasz?”. I co ja mam na to odpowiedzieć? „Bo miałam 16 lat i byłam dzieckiem”? Ludzie poznali mnie, gdy byłam małą dziewczynką, miałam 12 lat.

AGNIESZKA KOZAK: Kiedy poczułaś się kobietą?

Kiedy w czeskim „Idolu” wprost zaczęłam mówić, co myślę. Dzieci kopiują opinie swoich rodziców, a dla mnie to była okazja pokazania, że mam już własną głowę. Do tego miałam dekolty, podkreślone biodra. Ludzie zaczęli mnie odbierać po raz pierwszy jako dojrzałą dziewczynę. Miałam wtedy 19 lat.

Jak mówisz „moje biodra”, to aż się czuje, że jesteś z nich dumna.

Bo ja się naprawdę lubię, jestem z siebie zadowolona. Jestem kobietą i jestem kobieca. Jestem dumna ze swojego ciała, bo jest proporcjonalne. Lubię je za to, że jak tyję, to tyję cała. A jak chudnę – to też cała.

Jak wpisuję twoje nazwisko w Google i zaczynam pisać literę „w”, jak np. „występ”, to mi się pojawia np. „Ewa Farna waga 2014”, „Ewa Farna waga 2017” – wiedziałaś?

Nie, mam czeskiego Google’a i nie proponuje mi takich głupich opcji.

Czesi są w sprawie wagi delikatniejsi?

Temat wagi też się przewija, bo moja waga jest nieshowbiznesowa. A właściwie w Czechach jest z tym gorzej. To czeski dziennikarz przyniósł mi kiedyś na wywiad żyletki i zaproponował, żebym ogoliła sobie ręce, bo mam na nich włosy i to na pewno znaczy, że jestem lesbijką – a miałam 14 lat. Wtedy był ze mną tata, który się oburzył. To w czeskiej prasie ukazała się wzmianka, że wyglądam jak dwie polskie ciężarówki. Jakbym nie miała wsparcia, poczucia, że mam gdzie wracać, że jestem kochana przez rodzinę i że byłam wychowywana w bezpieczeństwie – to mogłabym sobie z tym nie poradzić. Uważam jednak, trochę nieskromnie, że jestem mocna psychicznie, jak typowy zodiakalny Lew. Do tego funkcjonuję w tym świecie od 12. roku życia, więc wiem, czego się spodziewać. Ale były takie przypadki w Czechach, że ludzie popełniali samobójstwa z powodu medialnej presji. Często słyszę, że to, co robimy, to nawet nie praca, jednak mało kto zdaje sobie sprawę, że życie pod obstrzałem i na oczach ludzi od małego dziecka nie jest bajką.

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej