JOANNA: Dziesięć minut płakałam w pokoju pielęgniarek. Mówiły, że kobieta w ciąży nie może się tak denerwować. Spytałam, czy ten lekarz zawsze w taki sposób traktuje pacjentki. Dostrzegłam u nich cień zrozumienia.

KAMILA: Przyszłam do lekarza, bo dostawałam krwotoków i zakrzepów. Usłyszałam: „Jesteś za małą dziewczynką, bym ci wierzył”.

NATALIA: „Rozebrać się”, „Rozłożyć nogi”, „Niżej dupę”, „Szerzej nogi”. Żadnego „proszę”, żadnego „pani”, jak do psa. Nie wrócę tam nigdy.

Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej