Najpierw fakty. Eliza Piotrowska jest historyczką sztuki. Jest też poetką, pisze dla dzieci i młodzieży. Jest edukatorką, w szczególności w dziedzinie muzealnictwa. Mieszka w Brazylii.

Z „Obczyzno moja” debiutuje jako powieściopisarka, a także przewrotna autobiografka. I tutaj już kończą się fakty i osoby, a zaczynają symbole, metafory, narracje, porzekadła, cytaty i persony. Główne bohaterki są dwie – to Lotta (tak, jak ta u Goethego) i Polska. Lottę łączy z Polską relacja miłości i nienawiści. Polska to padół smutku, biedy i śniegu, ale przecież także – wzniosłości, poezji, sensu.

Lotta chce się od Polski uwolnić, ale boi się, że kiedy jej się uda, zostanie z niczym – bez metafor, bez narracji, bez tożsamości. Boi się zakochać w mężczyźnie, który oferuje jej bezwarunkową miłość – przecież miłość musi boleć. Boi się być zadowolona, jeść ze smakiem i rozmawiać o drobiazgach, bo tylko ludzie głupi zachwycają się jedzeniem i debatują o pierzastości chmury. Boi się powiedzieć sobie, że jest kobietą i to lubi. Bo się powiedzieć „nie”. Boi się, że Polska się na nią rozgniewa, jeśli będzie szczęśliwa bez poczucia winy. Przecież, jak pisze w pewnym momencie: „Polskie kobiety to zbiorowe ciało bolesne”.

Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.