Jak wyglądałby świat bez Julii Roberts, Lady Gagi, Davida Beckhama?

- Nie jestem w stanie sobie tego wyobrazić. To tak, jakby mnie pani zapytała, jak by wyglądał świat bez języka. Idole, celebryci pełnią podobną funkcję jak język. Poprzez nich budujemy tożsamość, komunikujemy się, określamy przynależność do grup społecznych czy - jak się dzisiaj mówi - plemion.

Daniel Boorstin, amerykański historyk, w książce "Image" z 1962 roku twierdził, że celebryta to taki wybrakowany bohater. Nie musi dokonać żadnego wielkiego czynu, żeby zaistnieć. Jest sławny na "dzień dobry", a potem wszystko, czego się tknie, staje się "epickie". Ja bym się jednak z Boorstinem nie zgodził. Kiedy patrzę na dzisiejszych idoli, to nie widzę tej pustki, o której on pisze, sławy i kultu, które być może im się nie należą. Widzę przede wszystkim marki. Idol to czysta wartość dodana.

Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej