Nakładanie kremu, malowanie ust czy rzęs – te umiejętności posiadłyśmy jako nastolatki, ćwicząc na podkradanych z maminej półki kosmetykach. Ale czy kobiece pragnienie poprawiania urody może się kończyć na tych czynnościach? Absolutnie nie.

Wraz z rosnącym rynkiem kosmetyków przybywa haseł z branży beauty. Każdego roku jest ich więcej – w Google’u o 5 proc., a na YouTubie o 10 proc., jak pokazuje badanie „Google Beauty & Personal Care” wykonane dla Polski w okresie od października 2016 r. do września 2018 r.

Choć piękno definiuje się na wiele sposobów, to wiele z nas uzależnia się od panującej mody. Potwierdzają to analizy trendów z Google’a i YouTube’a, które są dziś pierwszymi doradcami w kwestii wizerunku. To tam najpierw pytamy, jak dbać o cerę, jak zrobić makijaż na różne okazje, jak wyszczuplić twarz czy przykleić rzęsy.

– Wiele z nas traktuje internet jako wirtualnego instruktora, który podpowie, pomoże, przedstawi konkretne kroki działań upiększających. Kiedyś taką funkcję spełniała kosmetyczka, przyjaciółka, matka, później gazety oraz telewizja – mówi Małgorzata Osowiecka, psycholożka z Uniwersytetu SWPS w Sopocie.
Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej